20100608

38th. (w jakiś czas później)




dziś jest środa. trzeci w tym tygodniu początek końca świata. ze snu wyrywa mnie budzik tak głośny, że kasuje swoim dzwiękiem, sny minionej nocy i kilku poprzednich. budzę się tylko pozornie. tak jak tylko pozornie zaczyna się dzień. zwlekam się z łóżka też tylko pozornie bo jak narazie tylko jedną nogą. w dodatku lewą. a skoro lewą, to zapowiada się trudny dzień. będę pastwił się nad bliskimi, nie ustępował miejsca starszym w autobusach, palił w windzie i siarczyście spluwał na chodnik. dzień wypełnią mi niepowodzenia i rozczarowania, którę spotęgują ładunek negatywnych emocji i żółci, którą rozleję na pierwszą napotkaną ofiarę. położę się spać rozżalony a obudzę się kolejnego dnia znów niewyspany. cykl natury będzie zamknięty.

dziś jest czwartek. czwarty w tym tygodniu początek końca świata. ze snu wyrywa mnie atak kaszlu tak bolesny, że natychmiast przyprawia mnie o migrenę. jest godzina druga w nocy. druga kurwa w nocy. i znów zaczynam wszystko od nowa. chyba już piąty raz w bierzącym roku. zanim zdąrzyłem o nich wspomnieć, zamknąłem z 15 rozdziałów życia. niezmiennie co drugi dzień się zakochuję. jeśli nie nieszczęśliwie to tylko na chwilę, i jestem już tym okrótnie zmęczony. a przecież chcę Cię oglądać codziennie, przez resztę tego podłego życia. wiem, że przez to będzie mniej podłe. niestety wiem też, że nigdy Cię nie spotkam, lub spotkałem już dawno ale umknęłaś mojej uwadze.

potrzebuję zmian, chcę żeby zdarzyło się coś nieodwracalnego. masę rzeczy wypełniło ubiegły rok, masę zmian niekoniecznie na lepsze. zawsze na inne. miałem płonne nadzieje, że wszystko będzie dziś dobrze, że będę miał w sobie mniej goryczy, że będę się otaczał ludźmi wobec mnie życzliwymi. zupełnie niespodziewanie, a może właśnie nadspodziewanie, ludzie okazują się być jednak głupim gadającym mięsem. są jedyne cztery osoby które są mi bliskie, to dwie lesby, trzydziestoletni nademocjonalny facet przedszkolanka i osiemnastoletnia striptizerka-nimfomanka. jedyne o których mogę pomyśleć ciepło i bez pogardy. a na codzień muszę uczyć się kłamać. uczyć się uśmiechać nieszczerze. uczyć się spotykać dawnych znajomych. muszę umieć ich oszukiwać kiedy pytają "co tam?" , "co słychać?". nie wiem co mógłbym odpowiadać. nie mogę powiedzieć żebym się nudził. robię przecież masę ciekawych rzeczy. czytam książki, chodzę do kina, robię zdjęcia, wyjeżdżam, chodzę na imprezy. normalne rzeczy. nie nudzę się robiąc nudne rzeczy. kiedy byłem nastolatkiem byłem spragniony wyjątkowości, a jak się okazuje, wyjątkowość zdarza się tylko w książkach joanne k. rowling. wszystko inne jest prozaiczne, a my wszyscy żyjemy na wspólnej lub w m jak miłość.

i tym też jestem już okrótnie zmęczony.

11 komentarze:

galazinka pisze...

urzekła mnie Twoja historia...
uważaj o czym marzysz.
spełnia się.

Katarzyna pisze...

nic nie 'musisz'.. ;)

c pisze...

podłe jest kilkunastoletnie stronienie od miłości, poparte wieloma logicznymi argumentami, lękami, że trafi się na niestabilnego emocjonalnie Piotrusia Pana, który nie będzie chciał się przed Tobą otworzyć, a za dwa dni zapomni o Twoim istnieniu, że ogłupi Cię swoim głosem, uśmiechem, oczami, zapachem i cholera wie czym jeszcze, do tego stopnia, że zaginie jakikolwiek ślad po Twoim rozsądku, dumie i niezależności.

podłe jest, że te hasła pod adresem mężczyzn swoich, cudzych i jeszcze innych, hasła powtarzane jak mantra zawsze blokowały uczucia podobne do miłości, nie mówiąc już o niej samej. hasła te pośrednio gwarantowały wewnętrzny spokój wynikający z poczucia, że w pojedynkę nie może być Ci gorzej niż jest z kimś.

najpodlejsze ze wszystkiego jest to, że pewnego dnia spotykasz kogoś kto uosabia każdą z przerażających Cię cech. powinno się człowieka nienawidzić, trzymać się od niego jak najdalej, nie dać się zbliżyć na krok. nie da rady. nagle zaczynasz czuć w sobie coś dziwnego, coś z czym nie umiesz sobie poradzić, bo nigdy wcześniej tego nie doświadczyłeś. domyślasz się co to jest i ta wiedza sprawia, że zamierasz w przerażeniu. czujesz jak to obrzydlistwo w Tobie rośnie i nic nie możesz z tym zrobić. nie możesz spać, jeść, myśleć, czy spędzić 2 minut bez świadomości tego co w Tobie jest i wcale nie chce sobie pójść. jesteś ubezwłasnowolniony i mdli Cię z tej niemocy. wmawiasz sobie, że chodzi tylko o pociąg seksualny, że jeśli uda Wam się zakopać w pościeli na parę godzin to całe te orszaki dziwnych uczuć zginą śmiercią naturalną. gówno prawda. za późno. nagle jesteś w stanie tolerować humorki, skłonności do poligamii i jeszcze gorsze sprawy. wybaczysz wszystko i poświęcisz wszystko. ale nic nie możesz zrobić, bo w środku wiesz, że w głowie tej osoby jesteś zapisany jako nr. 198137 z takim samym dopiskiem jak poprzednie 198136- "to nie TO".

boli.

n pisze...

tak,ludzie to mieso. nawet niekoniecznie gadajace - zdarzaja sie przypadki uparcie unikajace rozmow. i wtedy nie wiesz, czy zwykle czesccotam rzucone ot tak, gdzies w centrum miasta, jest szczere, czy to tylko pozory, czy to tylko zaklamany usmiech. to meczy najbardziej

Franz von Rosenberg pisze...

stęskniłem się za tymi twoimi dobijającymi notami.

wpieprzaj magnez. będzie Ci się lepiej wstawać.

Ka pisze...

Na szczęście pochodzę z innej epoki, w której granice są wyraźniejsze i rano wiesz mniej więcej, w jakie gówno pakujesz swoją lewą nogę.
Mimo iż od 3 lat piszesz podobnie, to
lubię czytać twoje pisanie.
Głupio gadające mięso:) dobre, prawdziwe. Tak... pisanie to najbardziej prawdziwa część twojej osoby.

Ewa Wiktoria pisze...

aha

demi pisze...

kiedyś będzie git

hodur pisze...

zdarza się i tak

demi pisze...

poza tym dobry wkurw też jest ok

aganippe pisze...

czemu już nie piszesz?