20080704

33rd.



lokalizuję ośrodki bólu. ale dziś nie o tym. na wstępie dwie życiowe prawdy-nieprawdy. pierwsza: wcale nie jest prawdą, że jak śpiącej osobie włożycie dłoń do wody to zleje się w łóżko. kompletna brednia. najwyżej się obudzi i będziecie musieli stawić czoła konfrontacji fizycznej. druga: sól w pościeli jest równie mało skuteczna. jej przewagą jest, że nie dostaniecie w papę za kiepskie poczucie humoru. przynajmniej nie w trybie natychmiastowym. ale dziś też nie o tym.
jeden z moich wykładowców - profesor wrzesień, podczas korekty jednego z moich cykli powiedział, że zdjęcia są świetne, ale szkoda że nie są mądre. nie zabolał mnie ten komentarz, bo wcale nie zakładałem sobie, że mają być mądre. po tamtej rozmowie przemyślałem sobie całą sprawę, tamte zdjęcia nie dość że nie były mądre, to w dodatku nie były nawet głupie. robić głupie rzeczy lub być głupim jest trudniej niż by się wydawało. może jest we mnie jakaś ułomność bo nie przychodzi mi to z taką łatwością jak większości ludzi. faktem jest że żyjemy w epoce głupoty. głupota gwarantuje wygodę i spokój ducha, głupi człowiek niezależnie czy bogaty czy biedny, ładny czy brzydki, jest stosunkowo szczęśliwszy niż mądry. głupota jest motorem jego pragnień i uczuć. jego życie jest determinowane przez proste pragnienia. wydawać pieniądze, jeść, spać, uprawiać seks. ostatnio staram się podporządkowywać swój tryb życia, pod zachowania instynktowne, postanowiłem dołączyć do szwadronów ludzi umiarkowanie zadowolonych, względnie szczęśliwych. ale dziś też nie o tym.
od czwartku czekam na przelew za scenografię, którą ostatnio robiliśmy z Zuchą. od tamtego czasu mam 1 złoty i potężny głód nikotyny. ale do rzeczy. teraz o tym. tyrasz dzień w dzień, i nie ważne jak bardzo lubisz swoją pracę, jest ci mega mega kurwa źle. ale nie ze zmęczenia. to jest tak. pracujesz i jest w porządku, wracasz do domu odpocząć, a głowa rozbija się o cztery ściany, w których nie dość że jesteś sam, to na dodatek jest chujowa akustyka. rano wstajesz znów do pracy, wracasz znów do domu, i znów nic. totalnie nic się nie dzieje. kiepsko spotkać w metrze kogoś znajomego, on cię spyta "co tam?", a ty wychodzisz na dupka mówiąc prawdę. nic. ale puenta jest taka: fajne rzeczy to takie które są fajne. i fajne są rzeczy drobne i łatwe. dziś był straszny upał, pojechałem rowerem pomoczyć nogi w fontannie. to było fajne. później posiedziałem w kawce, uciąłem miłą pogawędkę z nieznajomą. to też było fajne. wracając do domu podjechałem do osiedlowego sklepu "u zuzanny". wziąłem fajki na kreskę. a teraz siedzę i palę jednego za drugim. to jest fajne. i na dodatek takie proste.

5 komentarze:

Julek Sojka pisze...

o kurwa!
gratuluje!
w koncu wiesz dlaczego tak fajnie jest byc dzieckiem
nie musisz wstawac na 10 do pracy, czekac na przelew i wkurwiac sie ze jedna fajka zostala w paczce a sklep nocny juz zamkniety bo jak to nocny tylko do 23:45 otwarty
odkryles arkana bycia pseudodoroslym i pseudoodpowiedzialnym
cos czym nas karmili w szkolach
zeby zostac lekarzem, strazakiem, policjantem
i chuj z tego wyszedl, bo nawet jak pracujesz w tym co lubisz to i tak jest to praca
a praca jak wiadomo powszechnie to najwieksza zaraz spoleczna, najwiekszy chlam ktory kapitalistyczne liberalne spoleczenstwo ustawilo jako fundament, cos co wpaja kazdemu
wymiotowac sie chce od tego pierdolonego usystematyzowanego trybu zycia
podbic karte w zakladzie, odbebnic swoje 8 godzin i spierdalac do domu, zeby nastepnego pieknego poranka znowu sie obudzic powiedziec sobie w duchu "kurwa no nie" i znowu podbic karte
tylko po to zeby w weekend przy quazi muzyce wsrod rownie szczesliwych ludzi "pobawic sie" aby odreagowac
i kazdy jak wymalowany klaun nie powie tobie ze to udreka

ide zapalic
elo


ps. nawet slowo "wolny zawod" z natury jest klamliwe bo wszyscy jestesmy spetani mackami pierdolonego wszechobcnego systemu

gorczakowski pisze...

ale pierdolicie. bez tego calego systemu nie mielibysmy aparatow, chyba, ze otworkowych a naswietlalibyscie na jebanym kolodionie.
nie mielibyscie gumek, bo kto by je zrobil. wiec zdechlibysmy wszyscy na jakiegos tyfusa. ichuj. albo byloby tylu jebanych cpunow jak tu teraz, na ulicach san francisco, gdzie od sklepu prady, czy innego armaniego, do dzielnicy, gdzie biali sa tylko na billboardach, a kazdy cpun lezy na jezdni jest ledwo 500m.

p.s. pisze to Macius, z Twojego nowiutkiego laptopa. calusy :*

hodur pisze...

co to za liczba mnoga? przecież to jul pierdoli swoje lewackie kocopoły nie ja.
a Ty mi nie porysuj mojego maca bo dupa będzie biedna :D

pepperpirate pisze...

a ja napisze tylko ze mi sie ta fota podoba

Lokalny Artysta pisze...

CZad, nic tak dobrze po kąpieli noworodka nie robi jak różowa dupa. Wypięty zad jest ok. Więcej takich fot i świat byłby lepszy. A tak jest do dupy.

Ale lepiej do dupy niż do nieczego.
Ovidius