20080623

p.s.



ilekroć siadałem ostatnio do komputera, żeby coś napisać na blogu, tworzyłem jakiś tam szkic co, o czym, i dlaczego. po dwóch czy trzech linijkach, kompletnie traciłem ochotę by dalej pisać. zwykle tu pisałem gdy osiągnąłem jakieś apogeum emocji, czy to złych, czy dobrych. choć zwykle złych. jest pewna bariera jakiejś tam wrażliwości. ja ją zdaje się przekroczyłem i kompletnie nie mam już na nic siły.
żyjemy w czasach powszechnego pędu czy też głodu. tak można by to nazwać. jesteśmy głodni wrażeń, doznań, przygód, romansów, miłości, kariery, informacji, jesteśmy głodni niemal wszystkiego. nie wiem czy jest to czas w ktorym łatwo czy trudno ten głód zaspokoić. liczy się pęd. liczy się rozmach. liczy się błyskawiczny efekt. dla mnie zwykle liczyły się rzeczy drobne. teraz nie jestem do końca pewien czy liczy się cokolwiek. nie chcę by ten post to był jakiś lament. po prostu manifestuję swoje niezadowolenie. takie totalne niezadowolenie. głównie z relacji jakie budujemy, bo z reguły są dość płytkie.
parę dni temu powiedziałem komuś w rozmowie, że już nic nie budzi moich emocji. może nieco sie pośpieszyłem bo w kilka godzin później potrącił mnie autobus. to wzbudziło we mnie całą masę skrajnych emocji. ale czy to jest tak, że musi nas potrącić autobus żebyśmy coś odczuli? autobus nie jest tu żadną alegorią, choć mógłby za taką uchodzić. chciałem tylko powiedzieć: nie śpieszmy się za bardzo, bądźmy dla siebie mili, bądźmy ostrożni na jezdni. nikt nie daje nam gwarancji że istnieje jutro.

1 komentarze:

ban pisze...

będę tęsknic