





dziś jest środa. trzeci w tym tygodniu początek końca świata. ze snu wyrywa mnie budzik tak głośny, że kasuje swoim dzwiękiem, sny minionej nocy i kilku poprzednich. budzę się tylko pozornie. tak jak tylko pozornie zaczyna się dzień. zwlekam się z łóżka też tylko pozornie bo jak narazie tylko jedną nogą. w dodatku lewą. a skoro lewą, to zapowiada się trudny dzień. będę pastwił się nad bliskimi, nie ustępował miejsca starszym w autobusach, palił w windzie i siarczyście spluwał na chodnik. dzień wypełnią mi niepowodzenia i rozczarowania, którę spotęgują ładunek negatywnych emocji i żółci, którą rozleję na pierwszą napotkaną ofiarę. położę się spać rozżalony a obudzę się kolejnego dnia znów niewyspany. cykl natury będzie zamknięty.
dziś jest czwartek. czwarty w tym tygodniu początek końca świata. ze snu wyrywa mnie atak kaszlu tak bolesny, że natychmiast przyprawia mnie o migrenę. jest godzina druga w nocy. druga kurwa w nocy. i znów zaczynam wszystko od nowa. chyba już piąty raz w bierzącym roku. zanim zdąrzyłem o nich wspomnieć, zamknąłem z 15 rozdziałów życia. niezmiennie co drugi dzień się zakochuję. jeśli nie nieszczęśliwie to tylko na chwilę, i jestem już tym okrótnie zmęczony. a przecież chcę Cię oglądać codziennie, przez resztę tego podłego życia. wiem, że przez to będzie mniej podłe. niestety wiem też, że nigdy Cię nie spotkam, lub spotkałem już dawno ale umknęłaś mojej uwadze.
potrzebuję zmian, chcę żeby zdarzyło się coś nieodwracalnego. masę rzeczy wypełniło ubiegły rok, masę zmian niekoniecznie na lepsze. zawsze na inne. miałem płonne nadzieje, że wszystko będzie dziś dobrze, że będę miał w sobie mniej goryczy, że będę się otaczał ludźmi wobec mnie życzliwymi. zupełnie niespodziewanie, a może właśnie nadspodziewanie, ludzie okazują się być jednak głupim gadającym mięsem. są jedyne cztery osoby które są mi bliskie, to dwie lesby, trzydziestoletni nademocjonalny facet przedszkolanka i osiemnastoletnia striptizerka-nimfomanka. jedyne o których mogę pomyśleć ciepło i bez pogardy. a na codzień muszę uczyć się kłamać. uczyć się uśmiechać nieszczerze. uczyć się spotykać dawnych znajomych. muszę umieć ich oszukiwać kiedy pytają "co tam?" , "co słychać?". nie wiem co mógłbym odpowiadać. nie mogę powiedzieć żebym się nudził. robię przecież masę ciekawych rzeczy. czytam książki, chodzę do kina, robię zdjęcia, wyjeżdżam, chodzę na imprezy. normalne rzeczy. nie nudzę się robiąc nudne rzeczy. kiedy byłem nastolatkiem byłem spragniony wyjątkowości, a jak się okazuje, wyjątkowość zdarza się tylko w książkach joanne k. rowling. wszystko inne jest prozaiczne, a my wszyscy żyjemy na wspólnej lub w m jak miłość.
i tym też jestem już okrótnie zmęczony.








































