

w każdym związku bywają kiepskie chwile. mam teraz takie kiepskie chwile ze światem, mamy takie ciche dni. jak ktoś mnie zna ciut lepiej, wie jak jestem rozlazły, i jak długie lubię pożegnania. ze światem żegnam się już ładne parę lat, a pożegnać nadal nie mogę. jest między nami szczególny rodzaj więzi, sami rozumiecie. napewno chwilowe rozstania nie wchodzą w gre. tu do rozstania, potrzeba zdecydowanych i odważnych kroków. jak ktoś zmnie zna ciut lepiej, wie że ja do takich nie bywam skłonny. szczególnie w kwestii więzi, czy to ze światem, czy z ludźmi. kiedyś miałem samego siebie za niepoprawnego romantyka, takiego wiecie. marzyciela. nic bardziej mylnego. romantyzm umarł. nie ma wśród nas takich, którzy pełni optymizmu przyjmują niespodziewaną wizytę swojej sympatii. taki wiecie, nie zapowiedziany najazd, taki potop szwedzki. niespodzianki nie cieszą, są zajebiście passe. nie lubimy być spontaniczni, choć lubimy tak o sobie myśleć. romantyzm i spontaniczność umarły stosunkowo niedawno, jakąś dekadę temu, w czasie popularyzacji telefonii komórkowej. tak tak, nie ma co robić zdziwionej miny. centertel zabił malinowe chruśniaki. chcemy wszystko mieć ułożone, spontaniczność musi być zaplanowana. lubimy myśleć o sobie masę różnych rzeczy. we własnych wyobrażeniach, każdy z nas jest albo indywidualistą, albo dziwakiem, albo awangardowym artystą, albo jest ciut szalony i ciut zwartiowany. a są też tacy którym się wydaje, że żyją pełnią życia. prawda jest zgoła inna. prawdziwi indywidualiści, outsiderzy, żyją wzgardzeni przez ciut szalonych i ciut zwariowanych, czasem nawet nie wzgardzani, czasem zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. bo co jak co, ale prawdziwy indywidualizm siedzi zwykle w miękko obitych pokojach. ale jakie to ma znaczenie, dla nas. awangardowych indywisualistów, szalonych outsiderów, zwariowanych romantyków. subiektywizm naszych wyobrażeń o świecie i o sobie, zawsze będzie nam kazał, umieszczać nas samych, w centrum naszych własnych zainteresowań. my zwyczajnie lubimy myśleć o sobie. fantazjować o sobie. kiedyś wydawało mi się, że fantazjowanie jest domeną dzieci, i że to one panują w tej dziedzinie niepodzielnie. nie po raz pierwszy strasznie się pomyliłem. każdy kto myślał podobnie, powinien zrobić przegląd profili na gronie, naszej klasie, myspace, facebook, sympatii czy dowolnym innym pokrewnym serwisie społecznościowym. nie wiem czy fantazje które ludzie wypisują w "o sobie", są już objawem szaleństwa, czy w pełni świadomym kłamstwem. bo musicie wiedzieć, że fantazje jako pochodna nieświadomości, dzielą sie na świadome i nieświadome. fantazje nieświadome, mogą być przyczyną nerwicy i schizofrenii. tak przynajmniej uważał freud. zróbmy więc wspólnie rachunek sumienia, czy faktycznie "nie da się mnie opisać", czy "jestem jak ogień i woda, czerpię z życia garściami", czy "moja natura jest jak perła - pełna wdzięku". może jednak da się każdego z nas opisać? może napiszę tu takiego "gotowca". każdy będzie mógł go wykorzystać w swoim wirtualnym profilu. to było by coś takiego: budzę się rano, biorę prysznic, dzień wypełniam zupełnie nieciekawymi i niepotrzebnymi czynnościami, po wieczornych zabiegach higienicznych zasypiam. powtarzam to średnio dwadzieścia trzy tysiące, siedemset dwadzieścia pięć razy w ciągu całego życia. potem umieram. (23725 dni to średnia długość życia w 1995 roku, według światowego raportu zdrowia z 1998, wybaczcie, nowszego nie znalazłem). więc jak jest z wami? czy jesteście w stanie jeszcze, odróżnić swoje świadome fantazje od nieświadomych? zresztą to bez różnicy. najważniejsze, że przyjdzie dzień, w którym wszystko runie, będziemy mieli mniej radości ale i zmartwień pewnie też mniej.